To oni odnieśli sukces

Wciąż żyjemy sukcesem odniesionym w Gliwicach 3 maja. Zdobycie Pucharu Polski w Futsalu w aktualnym sezonie (jak i w poprzednich, gdy zrezygnowano z fazy play-off w walce o Mistrzostwo kraju) marketingowo i biorąc pod uwagę emocje czy fakt, że o pierwszym miejscu decyduje ostatni mecz, w naszym odczuciu budzi większe zainteresowanie. Przyjrzyjmy się jeszcze raz twórcom sukcesu, jak i (mamy nadzieję) kolejnych.

 

Przede wszystkim przyjrzyjmy się sylwetkom zawodników, dla których w większości to pierwszy poważny futsalowy sukces. To w końcu oni realizowali założenia trenera i to oni musieli „wybiegać” i zdobyć Puchar. Bramkarzami w ciągu całego sezonu są: Łukasz Błaszczyk i Rafał Roj. W klubie panuje jasna hierarchia, która wyraźnie pokazuje, że numerem jeden jest Błaszczyk. „Lucek” w ciągu całego sezonu broni prawie w każdym meczu. To głównie dzięki jego interwencjom w finale i dwóm asystom pokonaliśmy ostatecznie Piasta. W serii rzutów karnych powstrzymał doświadczonego Rafała Franza. Dla Błaszczyka obecny sezon jest rewelacyjny – zdobycie Pucharu Polski z Red Dragons, do tego powrót do reprezentacji i awans na Mistrzostwa Europy. Zapytany o to, czy jest to najlepszy sezon w jego karierze Łukasz odpowiedział: Czy ten sezon jest dla mnie najlepszy? Jest dla mnie wyjątkowy, ale nie odpowiem, czy najlepszy.  Bo perspektywa oceny zmienia się na przestrzeni czasu”.

 

Wiele dobrego można napisać o naszych zawodnikach. Dla kapitana Adriana Skrzypka to ósmy sezon w Red Dragons. Śmiało można powiedzieć, że najlepszy. Nie tylko patrząc na fantastyczne liczby, jakie wykręca w ciągu sezonu (14 bramek i 15 asyst w Statscore Futsal Ekstraklasie), ale i to, że w każdym meczu Pucharu Polski był niezwykle ważnym ogniwem drużyny zdobywając ostatecznie 5 bramek w 8 meczach. Bardzo ważnym zawodnikiem w finale (jak i w poprzednich meczach) był Nukri Chumburidze. To o tyle ważne, że do końca jego występ w pierwszym spotkaniu stał pod znakiem zapytania. Dopiero po rozgrzewce podjęto decyzję, że Gruzin wystąpi w meczu. A jak już zagrał, to wystarczy tylko przytoczyć liczby. W spotkaniu w Pniewach dwie bramki, w Gliwicach dwie asysty i bramka w serii rzutów karnych.

 

Mateusz Kostecki – 12 bramek w 8 meczach Pucharu Polski. Tak rewelacyjnego dorobku może pozazdrościć każdy zawodnik. „Kostek” zdobywał bramki w każdym meczu obecnej edycji oprócz pierwszego spotkania w 1/32 finału z TAF-em Toruń. Coś nieprawdopodobnego! A jak już o bramkach mowa, to warto tutaj przytoczyć osobę Piotra Błaszyka. Pamiętacie jego bramkę w meczu z Piastem? Z pewnością tak. Piotr, zapytany o „bramkę życia” odpowiedział: „Jak widziałem, że Nukri przechwycił piłkę i biegnie do przodu, do tego minął jednego i drugiego przeciwnika, to uznałem: „biegnę”! Dostałem podanie, spojrzałem i stwierdziłem, że jedynie mogę uderzyć w kierunku bramki najmocniej, jak się da. Strzał wyszedł idealnie i uważam, że była to jedna z najważniejszych bramek w mojej karierze”.

 

Długo po kontuzji wracał Oskar Stankowiak. 26-letni zawodnik nie grał w ani jednym meczu zeszłego sezonu, w obecnym regularnie gra od kilku meczów. A tu w meczu finałowym wychodzi w pierwszym składzie w obu spotkaniach i musi radzić sobie jako ostatni obrońca z doświadczonymi zawodnikami Piasta. A jak już o powstrzymywaniu rywali mowa, to warto napisać kilka słów o Michale Roju. Michał gra regularnie w obecnym sezonie. Wciąż czeka na premierowe trafienie. Ale to głównie dzięki niemu Mateusz Mrowiec, czyli główny strzelec Piasta nie mógł rozwinąć skrzydeł w finale.

 

Andrey BaklanovPatryk Hoły – ich wkład w zdobycie Pucharu jest niezwykle istotny. Na nieszczęście jednego i drugiego obu nie zobaczyliśmy w pierwszym meczu finałowym. Łotysza z obu spotkań wyeliminowała kontuzja (wcześniej pokonywał bramkarzy TAF-u, Constractu i Team Lębork). Z kolei Patryk nie grał przez pauzę za kartki. Swoje trafienia reprezentant Polski zdobywał jednak w spotkaniach z TAF-em, Red Devils czy Team Lębork. Hoły wrócił na drugi mecz finałowy z Piastem, niestety w 35. minucie ujrzał drugą żółtą kartkę, która nie pozwoliła mu na dalszą grę. Patryk czuł, że dał pretekst sędziemu do pokazania żółtej kartki i był bardzo zły na siebie. W tunelu dla zawodników wykluczonych z gry mocno trzymał kciuki za drużynę: „jak widziałem, gdy Piotr Błaszyk zdobył bramkę na 3-2 czułem, że jak już strzelamy bramkę Piastowi, gdy rywale grają w przewadze, to nie ma możliwości, że my to spotkanie przegramy” – mówił Patryk Hoły.

 

Od zawsze stawiamy na młodzież i nie boimy się dawać im szans w ważnych meczach. Bartłomiej Gładyszewski grał w obu spotkaniach w jednej z czwórek, Gracjan Miałkas pojawił się parkiecie zarówno w pierwszym jak i drugim pojedynku z Piastem, a Dawid Kubiak dostawał swoją szansę we wcześniejszych meczach pucharowych i zdobył jedną z bramek w meczu 1/16 finału. Co ciekawe – Bartek i Dawid to tegoroczni maturzyści, którzy po meczu z Piastem w Gliwicach mieli mało czasu na odpoczynek i regenerację.

 

Sukcesu nie byłoby, gdyby nie tytaniczna praca od podstaw trenera zespołu Łukasza Frajtaga, który jest z zespołem od samego początku istnienia. „Trenersko to dla mnie największe osiągnięcie. Dla zawodników z kolei to nagroda za wszystko, co tutaj robią. Niektórzy są w klubie wiele lat i mogę powiedzieć, że czasami to było granie dla grania. Nie mamy szans co roku walczyć o medale. Każdy oprócz trenowania i gry ma swoją pracę i robi w życiu coś innego. Futsal był zawsze dodatkiem” – mówił w wywiadzie dla Głosu Wielkopolskiego Łukasz Frajtag. Obok trenera zespołu należy przytoczyć osoby, które ten klub prowadzą lub zarządzają nim: menadżer Rafał Gnybek i prezes Bartosz Barański.

 

Dziękujemy też naszym sponsorom: Miasto i Gmina Pniewy na czele z burmistrzem Jarosławem Przewoźnym, firmom: Sputnik, Tegometall, All In Games i innym. Duży wkład w nasz sukces mają partnerzy medialni, bowiem ten sezon jest rekordowy pod kątem oglądalności i artykułów, które ukazują się na nasz temat w telewizji czy Internecie. Warto też przytoczyć osoby, które są w klubie lub mocno go wspierają: Paulina Frajtag, Zenon Puk. Podziękowania dla kibiców, którzy są z klubem na dobre i złe, a po zdobyciu Pucharu przywitali zespół około 5:00 rano pod halą w Pniewach, gdy zawodnicy wrócili z Gliwic.

 

Sukces ma wielu ojców – miejmy nadzieję, że na tym Red Dragons nie poprzestanie a każdy sukces spowoduje, że będzie okazja do przełamania kolejnych barier. Póki co walczymy o jak najwyższe miejsce na koniec i tak już najlepszego sezonu w historii drużyny.

 

Opracował: Mateusz Nizio