Wywiad z Łukaszem Frajtagiem

Oficjalna strona Futsal Ekstraklasy przepytała naszego trenera, zapraszamy do lektury.

 

Z najlepszym trenerem sezonu 2014/2015 –Łukaszem Frajtagiemrozmawiamy o nauce, graniu, ciężkiej pracy i sukcesie.

Jesteście autorami największej niespodzianki niedawno zakończonych rozgrywek. W debiutanckim sezonie w Futsal Ekstraklasie wskoczyliście do grupy „mistrzowskiej”, pozostawiając w tyle uznane futsalowe marki. Podzielisz się z nami waszą receptą na sukces?

– Nie ma „gotowca” na sukces. Każda drużyna jest inna i trener musi dopasować swoją koncepcję do materiału, z którym przyszło mu pracować. Najwyraźniej plan, który założyłem przed sezonem był prawidłowy i wszystko zadziałało tak jak trzeba. Jest wiele czynników warunkujących wynik sportowy i myślę, że kluczowe było skupienie się na tych najważniejszych, ale tak jak powiedziałem to, że w Red Dragons coś działa nie znaczy, że zadziałałoby gdzie indziej. To był dla mnie debiutancki sezon i dużo dały mi też porady bardziej doświadczonych kolegów jak Andrea Bucciol czy Klaudiusz Hirsch, Bartosz Bochiński i Tomasz Trznadel. Lubię rozmawiać o futsalu z innymi trenerami i wiem, że z każdej rozmowy można wyciągnąć pewne doświadczenie.

Przez większą część sezonu zarzekałeś się, że gracie wyłącznie o utrzymanie. W pierwszym pomeczowym wywiadzie we wrześniu powtórzysz te słowa czy może jednak nas zaskoczysz i powiesz: gramy o utrzymanie… pozycji w pierwszej czwórce?

– Naszym głównym celem było utrzymanie i to udało się zrealizować. Ja zawsze trzymam się matematycznych szans i dopóki nie miałem czarno na białym, że mamy utrzymanie, było ono naszym głównym celem. Wiadomo, że jak już zapewniliśmy sobie pierwszą czwórkę, to staraliśmy się zmotywować jeszcze na te trzy dodatkowe spotkania, jednak system rozgrywek spowodował, że tak naprawdę już o nic nie graliśmy. Szkoda, że nie ma play-offów bo u siebie gramy naprawdę dobry futsal i mogłoby być ciekawie. Jeśli zaś chodzi o przyszły sezon to podobnie jak w tym zakończonym, gramy przede wszystkim o utrzymanie. Nadal będziemy najmłodszym zespołem z najmniejszym budżetem i dopóki te dwie rzeczy się nie zmienią, to o nic innego grać nie będziemy, a przynajmniej nikt nie powinien od nas tego wymagać. Mam jednak nadzieję, że w nadchodzącym sezonie zapewnimy sobie ligowy byt o wiele wcześniej.

Zostawmy na chwilę zespół, bo oprócz sukcesów drużynowych Czerwone Smoki sięgnęły też po nagrody indywidualne. Tobie przypadło wyróżnienie dla najlepszego trenera. Zaskoczenie?

– Zaskoczenie było spore, stawiałem na bardziej doświadczonych kolegów, ale miło, że środowisko ligowe doceniło nasz sukces i byłem bardzo szczęśliwy, gdy się o tym dowiedziałem. Nagroda dla Maćka Foltyna również jak najbardziej zasłużona. „Foggia” jest po prostu totalnym świrem w bramce i to co wyprawia czasami jest nie do opisania. Taki bramkarz to skarb i cieszymy się ogromnie, że jest z nami. Cieszy mnie również wyróżnienie dla Adama Wachońskiego i Patryka Hołego, którzy zaliczyli sporo bramek oraz asyst i mimo młodego wieku dali się zapamiętać wielu rywalom. Szkoda, że nasi kibice nie zajęli pierwszego miejsca, na które z pewnością zasłużyli. Kilku zawodnikom i trenerom dali się we znaki i stąd pewnie mniej głosów. Nie rozumiem zupełnie takiego podejścia i myślę, że większym problemem jest brak kibiców w niektórych halach (nasze mecze w Katowicach i Gdańsku oglądało może 30 osób) niż to, że ktoś tam czasem coś śmiesznego powiedział do zawodnika lub trenera na ławce. Prawie wszędzie gdzie byliśmy, nas „wyzywali” i nie przyszło mi jakoś nigdy do głowy żeby płakać nad tym faktem. Dbajmy o kibiców bo dla nich przecież gramy, a jak ktoś nie ma głowy do grania to niech zmieni dyscyplinę na żeglarstwo, tam jest cisza i spokój.

Wróćmy jeszcze do plebiscytu. Zdradzimy, że sam oddałeś głosy na Tomasza Trznadla, Marcina Stanisławskiego i Krzysztofa Kusię. O ile nazwiska dwóch ostatnich dość często pojawiały się w plebiscytowych ankietach, o tyle to pierwsze było mało popularnym wyborem. W czym trener Euromastera jest lepszy od Łukasza Frajtaga?

– Znamy się z Tomkiem dość długo, zagraliśmy już mnóstwo sparingów i spotkań ligowych od drugiej ligi aż po tegoroczne mecze w Futsal Ekstraklasie. Wszyscy mówią w tym sezonie o Red Dragons, a warto też pamiętać, że KGHM Euromaster zajął piąte miejsce w tegorocznych rozgrywkach i tylko 1 punktem wyprzedziliśmy ich w tabeli. Nie mają tylu gwiazd co Wisła, Rekord i Gatta, a mimo to zaliczyli bardzo udany sezon, trzeba to docenić.

Łączysz prowadzenie zespołu z grą. Ci, którzy znają cię długo i dobrze, mówią, że gdybyś skupił się tylko na graniu, mógłbyś być jednym z najlepszych zawodników w kraju. Nie żałujesz, że tak wcześnie rozpocząłeś swoją przygodę z „trenerką”?

– A to ciekawe, niektórzy twierdzą, że powinienem już sobie dać spokój i dać szansę młodszym (śmiech). Może gdybym kiedyś w wieku dwudziestu paru lat miał możliwość gry w ekstraklasie, to bym się jeszcze rozwinął i coś tam pograł. Teraz jestem już stary i się nic nie nauczę. Nie ma co gdybać, parę lat jeszcze pogram i skupię się już tylko na pracy trenerskiej, tutaj mam jeszcze wiele do nauki i wszystko przede mną.

Masz 30 lat, jesteś właściwie gdzieś na początku swojej trenerskiej kariery, ale wysoko zawiesiłeś sobie poprzeczkę. Jeśli w ekstraklasowym debiucie odnosisz takie sukcesy, to jakie sobie stawiasz cele na przyszłość? Gdzie widzisz siebie za np. 5 lat?

– To był dla mnie bardzo udany rok, od wygrania pierwszej ligi aż po czwarte miejsce w Futsal Ekstraklasie. Fajnie, że sukcesy przychodzą już na początku mojej pracy trenerskiej, dodatkowo zostałem też asystentem Gerarda Juszczaka w kadrze U-19. Mam nadzieję, że utrzymam tendencję wzrostową i za kilka lat uda nam się w Pniewach zbudować drużynę, która będzie w stanie realnie powalczyć o medale. Twardo jednak stąpam po ziemi i wiem, że po sukcesach zawsze przychodzą też porażki. Życie zweryfikuje czy to co robimy w Pniewach idzie w dobrym kierunku. Ten klub ma istnieć przez wiele lat i zrobimy wszystko, aby co sezon dać kibicom w Pniewach dużo sportowych emocji.

Prowadzenie tak młodej drużyny różni się od pracy z doświadczonymi zawodnikami. Jeśli powiemy, że uczysz tych chłopaków grać w piłkę, to nie będzie chyba przesada?

– Coś w tym na pewno jest ponieważ większość moich zawodników to chłopcy, którzy w wieku 17-18 lat zaczęli przygodę z futsalem w naszym klubie. Wcześniej nigdzie nie grali albo nie przebijali się nawet w juniorskich drużynach trawiastych. Nie jestem w stanie zliczyć, ile porażek musieliśmy znieść, ale nie poddawaliśmy się i ciągle staraliśmy się rozwijać i podnosić umiejętności tych chłopaków. Najlepszym przykładem jest Adam Wachoński, który zaczynając treningi z nami, w wieku bodajże 16 lat, nie potrafił prosto kopnąć piłki (śmiech). Jego determinacja, chęć rozwoju, ciężka praca i zaufanie, jakim go obdarzyliśmy procentuje teraz po pięciu, sześciu latach i obecnie jest jednym z najlepszych zawodników młodego pokolenia w Polsce. Takich chłopaków mam w drużynie jeszcze kilku.

A gdybyś nie miał absolutnie żadnych ograniczeń finansowych, to którzy zawodnicy znaleźliby się na Twojej liście życzeń?

– Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale na pewno było by to kilku „dobrych grajków” – Miguelin, Ricardinho, Falcao, Robinho (lewonożni – przypadek (śmiech)). Jeśli musiałbym się ograniczyć do Polaków to oczywiście oprócz moich „smoków” na pewno Tomek Kriezel i Mikołaj Zastawnik.

A teraz zejdźmy na ziemię, w jakim składzie przystąpicie do kolejnych rozgrywek?

– Cały sezon graliśmy praktycznie 10,11-osobową kadrą i musimy na pewno zwiększyć ilość zawodników. Na dzisiaj jeden zawodnik odejdzie, dojdzie dwóch lub trzech. Wszystko powinno się wyjaśnić do końca czerwca i zależy od naszej kondycji finansowej. Czekają nas rozmowy ze sponsorami. Na pewno nie będą to bardzo znane nazwiska, ale chcemy mieć kadrę 12,13-osobową do gry w polu i 4 bramkarzy. Mamy zdolną młodzież ale za wcześnie jeszcze, żeby podjęli rywalizację w dorosłej piłce. Robimy wszystko aby nie mieć problemów kadrowych za parę lat i grać przede wszystkim wychowankami.

Jesteś związany z Red Dragons od początku istnienia klubu, a gdybyś dostał wyjątkowo korzystną propozycję z innego miasta, długo byś się zastanawiał czy… odmówił od razu?

– Jestem związany z Pniewami i ciężko byłoby mnie „wyciągnąć” daleko od domu. Dzwonili z ElPozo Murcia, ale się jeszcze zastanowię, bo daleko stamtąd do plaży (śmiech). Na poważnie to dzisiaj myślę tylko o Red Dragons i na pewno mam tu jeszcze mnóstwo do zrobienia. Pniewy to moje rodzinne miasto i póki co, wszystkie życiowe plany są z nim związane.

 

 

Podsumowanie wszystkich spotkań ligowych


Zakończyliśmy sezon na czwartym miejscu, przed rozpoczęciem rozgrywek takie rozwiązanie pozostawało jedynie w sferze marzeń, te jednak czasem się spełniają. Poniżej prezentujemy skróty wszystkich naszych spotkań, z krótkim komentarzem do każdego z nich.

 

Inauguracja sezonu w Pniewach nie była okazała, przegraliśmy 0:1 z Clearexem. Z perspektywy czasu możemy śmiało powiedzieć, że młodych futsalistów zwyczajnie „zjadła” trema. Fani mimo porażki na stojąco podziękowali zawodnikom.

{youtube}kXIPFdiWOU0{/youtube}

 

Teren w Głogowie nigdy nam nie służył, rywal doskonale znany, doświadczony. Mimo to pierwsza odsłona w naszym wykonaniu była niezła. Niestety zabrakło skuteczności, a tak rutynowany zawodnik jak Łukasz Pieczyński problemu ze zdobywaniem goli nie ma.

{youtube}ZKkJ-Q9kluI{/youtube}

 

Po dwóch porażkach, morale mocno spadło, dwa mecze bez zdobytej bramki nie napawały optymizmem. Do Pniew zawitał GAF Jasna Gliwice, drużyna uznana, mająca na celu walkę o medale. Przed meczem przewodniczący komisji futsalu Kazimierz Greń wręczył puchar, za wygranie I ligi. Nie wiemy czy ten fakt uskrzydlił Michała Ozorkiewicza, ale jego dwa historyczne i niestety jedyne w sezonie dały nam pierwsze punkty. Rezultat ustalił Maciej Foltyn, a całość okrasił w swoim stylu osobliwą cieszynką.

{youtube}FYC6x9vK_A8{/youtube}

 

Remis w Katowicach, to pierwszy punkt zdobyty na wyjeździe. Pierwsza odsłona była jednak pod dyktando rywali, dopiero w drugiej części nastąpiło przebudzenie. Ucieszył gol zdobyty w grze z „lotnym bramkarzem”, czyli jeden z trudniejszych elementów gry w futsal. Przy wyniku 1:1, mieliśmy swoje okazje, a przy odrobinie szczęścia rezultat mógł przechylić się na naszą korzyść. W końcowym rozrachunku ten punkt miał jednak bardzo duże znaczenie.

{youtube}Qvcq5F5sVJ0{/youtube}

 

Mecz z Wisłą Krakbet Kraków, miał być czystą formalnością dla rywali. Pierwsze minuty tego spotkania pokazały, że tak łatwo jednak nie będzie. Gole Adama Wachońskiego i Patryka Hołego wprawiły wszystkich w osłupienie. W drugiej odsłonie grający trener z poświęceniem zdobył gola, którego przypłacił wizytą w szpitalu. Sporo szczęścia mieli zawodnicy białej-gwiazdy w grze w „lotnym bramkarzem”, bowiem piłka po naszych strzałach nie chciała wpaść do pustej bramki.

{youtube}wXN62O6ro68{/youtube}

 

Wyjazd do Rudy Śląskiej to jedno z najgorszych wspomnień w tym sezonie. Mecz się nie układał od samego początku. Dodatkowo pamiętne „show” w drugiej odsłonie wykonał trener gospodarzy, który oprotestował, zupełnie niesłusznie, naszą koszulkę do gry w przewadze. Prowadzący ten pojedynek arbitrzy także nie mieli najlepszego dnia, usuwając w końcówce z boiska, nie wiadomo dlaczego Macieja Foltyna.

{youtube}mWWOJH-XjNg{/youtube}

 

Wyjazd na teren aktualnego Mistrza Polski, czyli Rekordu Bielsko-Biała, także do przyjemnych nie należał. Rywale nie mogli pozwolić sobie na stratę punktów, byli także wówczas na fali wznoszącej. Jan Honza Janovsky szalał tego dnia na parkiecie, musieliśmy zatem uznać wyższość gospodarzy.

{youtube}zOpeoFY5-Ws{/youtube}

 

Po dwóch porażkach przyszła kolej na pierwsze „telewizyjne” spotkanie przed kamerami Orange Sport. Aktualni wicemistrzowie Polski, Pogoń 04 Szczecin, po niezbyt udanym początku rozgrywek, za wszelką cenę chcieli wrócić do walki o czołowe lokaty. Skutecznie im to jednak uniemożliwiliśmy tego dnia, a radości po meczu nie było końca.

{youtube}e7M29ZMEDCc{/youtube}

 

Mecz w Gdańsku, mógł potoczyć się zupełnie inaczej gdyby w pierwszej odsłonie celowniki były lepiej nastawione. Gospodarze za to, przed przerwą nie zagrozili w ogóle bramce Macieja Foltyna. W końcówce po prawdziwym horrorze ostatecznie zremisowaliśmy 3:3. Klasy po tym meczu zabrakło grającemu trenerowi Wojciechowi Pawickiemu, który w swoich wypowiedziach nie szczędził słów bezpodstawnej krytyki wobec naszego zespołu.

{youtube}XShjBCLCGNU{/youtube}

 

Bezbramkowy remis z Red Devils Chojnice, to osobliwy rezultat jak na futsal. Obie drużyny potrzebowały jednak punktów, a zachowawcza gra była widoczna od pierwszych minut. Na koniec sezonu tabela pokazała jednak jak cenne w tym sezonie było każde zdobyte oczko.

{youtube}QQeoV11fguw{/youtube}

 

Gatta Activ Zduńska Wola to drużyna, która ewidentnie „nie leży” naszemu zespołowi. Co prawda widoczne było już zmęczenie w szeregach Smoków, jednak goście po prostu wypunktowali nas jak rasowy pięściarz.

{youtube}6PdqQu7qvgE{/youtube}

 

Po przerwie, wstąpiły w nas w nowe siły, a cel był jeden czyli utrzymanie. Pojedynek był szybki emocjonujący, wynik także mógł być różny. Jak zdobywa się jednak takiego gola, jak ten Patryka Hołego na 0:1 to niesprawiedliwe byłoby przegrać.

{youtube}j-RuTc1fQWs{/youtube}

 

Z głogowską ekipą przegrywaliśmy notorycznie, czy to w II czy I lidze, czy w sparingach. Tym razem przyjazd Orange Sport, nadał temu meczowi dodatkowego „smaczku”. W szeregach gości sentymentalny powrót zaliczyli bracia Pieczyńscy i Daniel Lebiedziński. Po zaciętym meczu, gdzie nikt się nie oszczędzał wygraliśmy ostatecznie 6:3.

{youtube}-cfj_0h1nKA{/youtube}

 

Do Gliwic pojechaliśmy w mocno okrojonym składzie, piątkowy obligatoryjny termin, spowodowany meczami kadry, także zadania nie ułatwiał. Gospodarze zagrali z ogromną determinacją, walcząc o każdy centymetr boiska i zasłużenie tego dnia wygrali, rewanżując się za jesienną porażkę.

{youtube}-06kp4m1yVU{/youtube}

 

Mecz z AZS Katowice miał ogromne znaczenie w kontekście utrzymania. W przerwie akademicy przeszli metamorfozę, za sprawą Błażeja Korczyńskiego, który objął drużynę jako grający szkoleniowiec. Do przerwy nic nie zapowiadało kataklizmu, ale w drugiej połowie katowiczanie zostali wypunktowani, a my odnieśliśmy najwyższe zwycięstwo w lidze.

{youtube}FoaMTpvDQFY{/youtube}

 

W eksperymentalnym zestawieniu udaliśmy się na Reymonta 22. Lista nieobecności nie przeszkodził jednak zagrać przyzwoitego meczu. W drugiej połowie mieliśmy nawet remis 2:2, w końcówce Biała-Gwiazda w swojej specyficznej hali, zwyczajnie nam odjechała.

{youtube}iCH2FMD3TZ0{/youtube}

 

Długa przerwa spowodowana meczami kadry, nie wpłynęła dobrze na naszą postawę w pierwszym meczu. Widoczne było tego dnia duże obciążenie treningowe, jakie zaaplikował młodym futsalistom sztab trenerski. Gwiazda w pierwszych sekundach zafundowała nam klasyczne trzy nokdauny. Po zmianie stron, mimo największej przewagi jaką osiągnęliśmy, w tym sezonie nad przeciwnikiem, wynik ostateczny był korzystny dla noworudzian.

{youtube}uO_Tos1dgBE{/youtube}

 

Rekordziści wchodząc do pniewskiej hali wyglądali trochę jak turyści, taką też formę zaprezentowali w pierwszej połowie tego meczu. Drugą odsłonę rozpoczęli nietypowo od gry z „lotnym bramkarzem”, w kilku sytuacjach dopisało im szczęście, a może rutyna i doświadczenie?

{youtube}Ytp0ml3AHVA{/youtube}

 

Dla Pogoni 04 Szczecin był to mecz o „życie”, widmo spadku poważnie zaglądało portowcom w oczy. Nasza sytuacja w tabeli, mimo dobrej gry, także kolorowo nie wyglądała. Pojedynek rozegrany wyjątkowo na starej hali, miał być dodatkowym atutem gospodarzy. Po heroicznej walce, dowieźliśmy zwycięstwo do końca, praktycznie zapewniając sobie utrzymanie.

{youtube}gpEUH4ky2Vs{/youtube}

 

Potrzebna była przysłowiowa kropka nad „i”, do zapewnienia sobie bytu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Goście cały czas liczyli, że rzutem na taśmę uda im się także utrzymać. Ciężka praca na treningach zaowocowała jednak po raz kolejny i trzy oczka pozostały w Pniewach. Po spotkaniu po raz kolejny mieliśmy niezrozumiały brak klasy w wykonaniu gdańszczan. Wypowiedzi pomeczowej udzielił tylko trener Hartman.

{youtube}aVm9IqQTbCA{/youtube}

 

W Chojnicach remis powodował awans do najlepszej czwórki zespołów  Futsal Ekstraklasy. Coś co przed sezonem wydawało się nieosiągalne po tym meczu stało się faktem. Gol wyrównujący na 2:2 był jednak wart, gry z najlepszymi futsalowymi ekipami w Polsce.

{youtube}tg2W3-HG1R8{/youtube}

 

Niestety Gatta okazała się dla nas prawdziwym katem. Mimo niezliczonej liczby sytuacji, w bramce zduńskowolan znakomicie bronił Dariusz Słowiński. Sędziowie także nie byli zbyt łaskawi i kończyliśmy to spotkanie pozbawieni trójki zawodników.

{youtube}hluBoGRVohE{/youtube}

 

Pierwszy mecz rundy dodatkowej, wywoływał sporo obaw, spowodowanych absencją kilku zawodników. Mimo osłabień potrafiliśmy do samego końca walczyć o dobry wynik. Doświadczenie gospodarzy wzięło górę, a kilka decyzji arbitrów pozostawimy bez komentarza.

{youtube}f978CVmlcVQ{/youtube}

 

Przyjazd Wisły do Pniew, elektryzował kibiców i zapowiadał spore emocje. Głośny doping od pierwszych chwil do samego końca, świetne widowisko, a w końcówce Biała Gwiazda nas dogoniła. Remis mocno jednak skomplikował sytuację krakowian w kontekście walki o Mistrzostwo Polski. Ostatecznie krakowianie w ostatniej kolejce pokonali Gatta Activ Zduńska Wola i tytuł zdobyli.

{youtube}ELM7qrIGGrU{/youtube}

 

 

W ostatnim meczu sezonu udaliśmy się do Bielska-Białej, gdzie odebraliśmy puchar za 4 miejsce oraz nagrody indywidualne dla Łukasza Frajtaga (najlepszy trener) oraz Macieja Foltyna (najlepszy bramkarz). Przy okazji zagraliśmy też mecz z Rekordem, ale o tym nie ma się już co rozpisywać 🙂

Przegrana z Rekordem i nagrody dla drużyny

Rekord Bielsko-Biała – Red Dragons Pniewy 5:0(1:0)

bramki: Popławski 9′, 39′, Marek 27′, Janovsky 37′, Franz 37′

Niezwykle miła uroczystość miała miejsce  wczoraj w Bielsku-Białej, gdzie indywidualne nagrody odebrali Łukasz Frajtag i Maciej Foltyn. Wspomniana dwójka zwyciężyła w corocznym plebiscycie, organizowanym przez Futsal Ekstraklasę. Nasz szkoleniowiec okazał się bezkonkurencyjny w kategorii najlepszy trener, a Maciej zdecydowanie wygrał kategorię najlepszy bramkarz. Dodatkowo zespół otrzymał pamiątkową paterę, za udział w finałowych rozgrywkach i zajęcie czwartego miejsca. We wspomnianym głosowaniu drugą lokatę zajęła pniewska publiczność, minimalnie ustępując tej ze Szczecina. Na podium stanęli także nasi reprezentanci, Adam Wachoński i Patryk Hoły, w kategoriach młodzieżowiec roku i odkrycie sezonu. Sam mecz z Rekordem zakończył się porażką 5:0(1:0), choć rezultat nie oddaje w pełni przebiegu tego pojedynku. Do przerwy gospodarze prowadzili nieznacznie 1:0, zaś po zmianie stron kiedy Smoki śmielej zaatakowały ponownie szczęście uśmiechnęło się do bielszczan i zrobiło się 2:0. W samej końcówce pniewianie zaryzykowali grę z „lotnym bramkarzem”, a manewr ten zupełnie się nie powiódł. Rutynowani rywale szubko wykorzystali błędy w rozegraniu piłki, trzykrotnie trafiając do pustej bramki. Tym samym zakończył się pierwszy debiutancki sezon Red Dragons w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przed jego rozpoczęciem nikt nie wyobrażał sobie, że można ugrać tak dużo, mając do dyspozycji tak niewiele. Wszystkim kibicom raz jeszcze dziękujemy i zapraszamy na kolejne spotkania w pniewskiej hali.

Z Rekordem na zakończenie ligi

W najbliższy piątek zespół Red Dragons Pniewy zakończy udany premierowy sezon w Futsal Ekstraklasie, meczem z Rekordem Bielsko-Biała. Rywale niestety wyznaczyli ten pojedynek na początek weekendu, do końca zatem nie wiadomo będzie w jakim zestawieniu Smoki wyjadą na Podbeskidzie. Obowiązki zawodowe oraz studenckie nie ułatwiają na pewno zadania, niemniej młodzi pniewianie chcą godnie pożegnać się z rozgrywkami przed przerwą. Bielszczanie w poniedziałek ulegli po zaciętym meczu Gattcie Zduńska Wola 3:2 i tym samym w niedzielę czekają nas w Krakowie niebywałe emocje. Po remisie Białej Gwiazdy w Pniewach bowiem, zduńskowolanie w przypadku wygranej będą świętować Mistrzostwo. Rekordziści mają już zapewnione brązowe medale, jednak na pewno w zespole panuje rozczarowanie i ogromny niedosyt. Wzorcowo zorganizowany klub, znakomicie zarządzany przez Prezesa Janusza Szymurę, szybko odpadł z walki o Mistrzostwo Polski. Mając w szeregach kilku utytułowanych i rutynowanych zawodników jak Rafał Franz czy Jan Janovsky, zawsze chce się walczyć o najwyższe laury. Podopieczni Łukasza Frajtaga mimo zmęczenia sezonem i daleką podróżą na pewno będą próbowali nawiązać walkę, z aktualnym jeszcze Mistrzem. Mimo, że nie jest to mecz o żadną stawkę gospodarze postawią zapewne twarde warunki. Nasza ekipa po tym spotkaniu wróci bezpośrednio do Pniew, a w przez najbliższe dwa tygodnie będzie okres roztrenowania. Rozpoczęcie przygotowań do nowego sezonu planowane jest na początek sierpnia. Zatem futsaliści będą mieli sporo zasłużonego czasu na odpoczynek i regenerację.

Początek spotkania o godz. 19.30

Zabrakło 90 sekund – znów remis z Wisłą

Red Dragons Pniewy – Wisła Krakbet Kraków   1:1(1:0)

bramki: Wachoński 22′, – Bondar 38′

Do trzech razy sztuka, mogli przed meczem mówić zawodnicy Wisły, którzy dwukrotnie byli już w tym sezonie w naszym mieście i nie potrafili pokonać pniewskiej młodzieży. Zestawienie obu klubów na papierze wygląda, co najmniej dziwnie, średnia wieku Red Dragons jest zdecydowanie za niska, a budżet klubu z Krakowa wielokrotnie wyższy. Na boisku nie ma jednak sentymentów i po raz trzeci niemożliwe stało się faktem. Po znakomitym spotkaniu Smoki zremisowały z najlepszym obecnie polskim futsalowym klubem 1:1. Po spotkaniu kibice czuli niedosyt, bowiem wygrana była bardzo blisko. Niestety tradycyjnie już zawiodła skuteczność pod bramką wywala, szczególnie w pierwszej odsłonie. Dwukrotnie szczęścia i zimnej krwi zabrakło Michałowi Ozorkiewiczowi, a w bramce białej-gwiazdy dobrze spisywał się Kamil Dworzecki. Po zmianie stron kapitalną indywidualną akcję przeprowadził Adam Wachoński, który najpierw założył klasyczną „siatkę” Brazylijczykowi Ricadro, a następnie uderzył czubkiem buta w długi róg bramkarza. W krótkim odstępie czasowym ten sam zawodnik mógł podwyższyć rezultat na 2:0, ale piłka minimalnie przeszła obok bramki. Krakowianie zdołali doprowadzić do remisu grając z lotnym bramkarzem, niezawodny w szeregach rywala Ukrainiec Bondar pokonał Macieja Foltyna. Wynik nie uległ już zmianie, a szampany musiały wrócić do Krakowa i jeszcze nieco poczekać na otwarcie. W poniedziałek Gatta podejmuje Rekord i każdy inny rezultat niż wygrana gospodarzy zapewni Mistrzostwo Polski, Wiśle Krakbet . W przypadku zwycięstwa zduńskowolan, w ostatniej kolejce czekają nas niebywałe emocje, bowiem oba zespoły spotkają się w Krakowie. Tym spotkaniem Smoki pożegnały się ze swoją publicznością. Jak zawsze szczelnie wypełniona hala i głośny kulturalny doping niósł zawodników do sukcesu. W tym miejscu kierownictwo klubu pragnie podziękować wszystkim osobom, które w jakikolwiek sposób pomagały przy organizacji meczów, kibicom za doping, a sponsorom i władzom miejskim za wsparcie finansowe.

fotogaleria

skrót spotkania:

{youtube}ELM7qrIGGrU{/youtube}