
GAF Omega Gliwice – Red Dragons Pniewy 2:4(1:1)
bramki: Baptista 12′, Pautiak 31′- Skrzypek 19′, Hoły 35′, Błaszyk 37′, Foltyn 39′
We własnej hali notujemy obecnie koszmarną serię pięciu porażek z rzędu, mamy za to nadzieję że podtrzymaliśmy inną znakomitą serię, zwycięstw wyjazdowych. Po remisie w Katowicach, wygranej w Chorzowie z Clearexem, wczoraj przywieźliśmy kolejne trzy punkty z Górnego Śląska pokonując w Gliwicach GAF Omega. Faworytem na pewno byli gospodarze, którzy od kilku miesięcy nie zwalniali tempa i długo byli zespołem niepokonanym w lidze. Początek spotkania mieliśmy znakomity, było kilka okazji na objęcie prowadzenia, raz w sytuacji sam na sam w słupek trafił Adrian Skrzypek. Następnie do głosu doszli gospodarze, którzy wypracowali sobie przewagę optyczną i nękali raz po raz Macieja Foltyna. W końcu ten skapitulował po uderzeniu Baptisty i przegrywaliśmy 1:0. Nasz zespół grał jednak bardzo konsekwentnie, nawet jeżeli gra się nie układała. Zostało to nagrodzone jeszcze przed przerwą, kiedy w dość beznadziejnej sytuacji uderzył Adrian Skrzypek, a prosty błąd popełnił bramkarz Gaf-u. Do szatni schodziliśmy zatem z rezultatem remisowym. Po zmianie stron gra się mocno wyrównała i trwała zacięta walka o każdy kawałek boiska. Znów pierwsi na prowadzenie wyszli gliwiczanie i wydawało się, ze sytuacja jest bardzo trudna. Wspomniana wcześniej konsekwencja i determinacja przyniosły jednak skutek. Po asyście Michała Śpiączki do bramki trafił Patryk Hoły i znów był podział punktów. W końcówce spotkania tym razem potrafiliśmy przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Po kapitalnej asyście Adriana Skrzypka, który w nieprawdopodobny sposób ograł obrońcę, Piotr Błaszyk przepchał się w polu karnym i wyprowadził nas na prowadzenie. Gospodarzom nie pozostało nic innego jak tylko wycofać bramkarza, w tym elemencie potrafili stworzyć jedną dogodną sytuację, ale świetnie interweniował nasz bramkarz. W kolejnej akcji gliwiczanie wpadli w pułapkę, która nazywa się Maciej Foltyn, piłka bowiem spadła w jego ręce, a takich prezentów nasz goalkeeper nie marnuje, przelobował boisko a piłka wpadła niemal idealnie w okienko. Tym samym niespodzianka stała się faktem, odbiliśmy się trochę od dna, ale nadal musimy walczyć do samego końca o ligowy byt, na szczęście licząc tylko na siebie i nie spoglądając na rywali.
