
Największym nieobecnym rundy jesiennej i jedyną osobą, która w trakcie sezonu wypadła przez kontuzję jest Mateusz Kostecki. Nasz najlepszy strzelec ubiegłego sezonu w czwartej kolejce doznał urazu więzadeł w kolanie podczas meczu z Rekordem Bielsko-Biała i od tego czasu nie pojawił się na parkiecie.
W zeszłym sezonie Mateusz z 20 trafieniami był naszym najlepszym strzelcem. Nasz pivot był gwarancją sytuacji strzeleckich i wielu momentach zdobywał ważne dla naszego zespołu bramki. Nie inaczej było na początku bieżących rozgrywek. Mateusz otworzył strzelaninę w starciu z Clearexem w Pniewach (6-0 na inaugurację), w tym samym spotkaniu z zimną krwią wykorzystał przedłużony rzut karny, a także zdobył jedną z bramek w meczu z Pogonią (3-3). Niestety niemiło będzie wspominał mecz z Rekordem. Nie dość, że wyraźnie ulegliśmy z Rekordem (porażka 0-6), to jeszcze przez kontuzję straciliśmy Mateusza Kosteckiego.
W tym tygodniu „Kostek” wreszcie po 2 miesiącach przerwy pojawił się na treningu Red Dragons. O tym, jak przechodzi rehabilitację, o pierwszych treningach z drużyną opowiada sam zainteresowany: „Od tego tygodnia dołączam stopniowo i z coraz większym obciążeniem do treningów z drużyną. Natomiast już od pięciu tygodni przechodzę ciężką rehabilitację, aby wszystkie mięśnie zostały w pełni odbudowane. Każdego dnia starałem się pracować na siłowni bądź basenie indywidualnie lub pod opieką specjalistów. Pracowałem nad tym, aby wzmacniać nogę. Chciałbym podziękować ludziom, dzięki którym mogę szybciej wrócić do pełnej sprawności – Paulinie Frajtag, Maciejowi Zdunkowi, doktorowi Tomaszowi Jaszczakowi i rehabilitantom z poznańskiego Cityzenu. A także klubowi – za pomoc w organizacji leczenia i wsparciu finansowym”.

W każdym domowym meczu, Mateusz pojawiał się na trybunach podczas domowych meczów Red Dragons: „Tęsknota za grą narastała z każdym kolejnym dniem. Bardzo chciałoby się pomóc kolegom na parkiecie. W tej rundzie nie było to możliwe, więc starałem się swoją obecnością i dobrym słowem wspierać chłopaków. Mocno trzymałem kciuki za nasz zespół, a emocje, jakie przeżywałem obserwując mecz z boku były niejednokrotnie większe niż na samym boisku” – dodaje popularny „Kostek”.
Wszyscy chcielibyśmy wiedzieć, kiedy możemy spodziewać się Mateusza z powrotem na ligowych parkietach. „Myślę, że jestem już bardzo blisko tego, by zacząć trenować w pełnym wymiarze.” – zaczyna nasz pivot, „Mam nadzieję, że jeszcze w grudniu wrócę do pełnego treningu. Natomiast decyzję o tym, kiedy ten powrót nastąpi podejmę razem z naszą fizjoterapeutką Pauliną. Od razu założyłem sobie cel, że chcę być gotowy do gry na początek rundy rewanżowej. Muszę jednak pamiętać, że miałem spory rozbrat z treningiem czysto piłkarskim i to trener oceni, w którym momencie będę gotowy do gry”– ocenia swoje szanse Mateusz.

W zeszłym sezonie widoczna była przewaga bramkowa Mateusza Kosteckiego nad resztą stawki. W bieżących rozgrywkach pod nieobecność naszego bombardiera akcenty w ofensywie skupione są na wielu zawodnikach. „Patrząc na zawodników takich jak Adrian Skrzypek, Roman Vakhula czy Łukasz Frajtag, którzy najczęściej w tym sezonie zdobywali gole, należy pamiętać o tym, że są oni odpowiedzialni także za kreowanie naszej gry. Na moje bramki także zawsze pracowali koledzy z zespołu i za każdym razem jestem im za to wdzięczny” – analizuje obecną sytuację Mateusz. Natomiast podsumowując rundę zimową w wykonaniu swojego zespołu dodaje: „Było nieźle. Na duży plus zaliczyłbym grę całego zespołu w obronie. Traciliśmy z reguły mało bramek, aczkolwiek trafiały się słabsze mecze. Żałuję na pewno kilku remisów, które spokojnie byliśmy w stanie zamienić na wygrane”.
Zapytany o sytuację Red Dragons w ligowej tabeli i 6. miejsce po 11 kolejach a także rozgrywki ligowe w bieżącym sezonie, Mateusz dodaje: „Choć liga wydaje się być bardzo wyrównana a poziom ligowych zmagań w porównaniu do ubiegłych lat wydaje się wyższym, to na pewno nie możemy zadowolić się 6. miejscem. Do końca sezonu jeszcze dużo czasu i postaramy się poprawić naszą pozycję w tabeli”.
Czekamy z niecierpliwością na powrót do pełni zdrowia Mateusza. Z pewnością jeszcze niejednokrotnie będziemy wspólnie cieszyć się ze zdobywanych bramek przez naszego pivota.
