Prezentujemy kolejne podsumowanie sezonu, tym razem poparte skrótami video, które przez cały czas można oglądać, na naszym klubowym kanale.
Pojedynek na inaugurację w Pniewach zapowiadał się bardzo interesująco. Gościliśmy odwiecznego rywala z Głogowa, w szeregach, którego grali doskonale znani w naszym mieście zawodnicy byłej Akademii. To spotkanie należało do nas, głównie za sprawą znakomitej postawy Adriana Skrzypka, zdobywcy trzech goli… a właściwe czterech, bo jeden był samobójczy. Ostatecznie wygraliśmy 4:2(2:0), potwierdzając dobrą dyspozycję, ku uciesze naszych kibiców.
Pierwszy mecz wyjazdowy do Torunia, był zarazem naszym debiutem telewizyjnym przed kamerami Orange Sport. Początek meczu, szczególnie pierwsze minuty nie zwiastowały niczego złego. Niestety gospodarze po objęciu prowadzenia nie oddali go do końca wygrywając 3:0. Duża w tym zasługa Nicolae Neagu, który między słupkami był jak zawsze bezbłędny. Opuszczaliśmy zatem Gród Kopernika w minorowych nastrojach, myśląc już o kolejnym meczu.
Następnie do naszego miasteczka zawitała drużyna z Katowic, która chciała zmazać plamę w postaci porażki 9:1, w poprzednim sezonie. Na szczęście tego dnia po raz kolejny udowodniliśmy wyższość nad „akademikami”, wygrywając 3:1(0:0). Z bardzo dobrej strony pokazał się tym razem Piotr Błaszyk, którego bramka piętą była ozdobą tego spotkania.
Tydzień później zagraliśmy znów we własnej hali, goszcząc jednego z pretendentów do Mistrzostwa Polski, Rekord Bielsko-Biała. Przewaga optyczna należała w tym spotkaniu do przyjezdnych, a udokumentował ją niezawodny Rafał Franz. Walczyliśmy jednak dzielnie do samego końca, sprytem wykazał się Oskar Stankowiak, zdobywając pierwszego gola w ekstraklasie na wagę remisu. Doping kibiców jak zawsze był niesamowity, a w końcówce wszyscy oglądali mecz na stojąco.
Terminarz nie był naszym sprzymierzeńcem i po raz kolejny musieliśmy grać w Pniewach. Przyjazd Clearexu Chorzów, najbardziej utytułowanego klubu futsalowego w Polsce, zawsze jest ciekawym wydarzeniem. Obchodząca 20-lecie istnienia ekipa z Górnego Śląska aspiracje miała bardzo wysokie. Tego dnia jednak niewiele chorzowianie mieli do powiedzenia rezultat 5:3(1:0) w pełni tego nie oddaje, ale byliśmy po prostu lepsi. Łukasz Frajtag w swoim stylu fantastycznie uderzał z tzw. „martwej piki”, a swoje pokazali Adam Wachoński i Adrian Skrzypek.
Siódma kolejka to dopiero nasz drugi „wyjazd” i do tego dość bliski, bo do Szczecina. Nie mieliśmy zbyt wielu atutów w tym meczu, który szczególnie w pierwszej odsłonie przebiegał pod dyktando gospodarzy. Po raz pierwszy gościliśmy w pięknej hali Azoty Arena, mogącej pomieścić ponad 5 tyś kibiców. Kompletu oczywiście nie było, ale mecz oglądało i tak sporo fanów jak na polskie warunki. Na otarcie łez, honorowego gola, drugiego w sezonie zdobył Oskar Stankowiak. Kontuzji pleców nabawił się niestety Maciej Foltyn, którego miejsce miedzy słupkami na dłużej, zajął Łukasz Błaszczyk.
Wyjazd do Chojnic nigdy nie należy do łatwych, w tym sezonie Czerwone Diabły ostatecznie, na własnym parkiecie nie przegrały(cztery remisy, siedem zwycięstw), podobnie jak Pogoń. Po tym spotkaniu najwięcej mówiło się o bramce, jaką zdobył dla gospodarzy Patryk Laskowski, klasyczną przewrotką w samo okienko bramki. Nie graliśmy złych zawodów, fantastycznego gola zdobył Piotr Błaszyk, jednak większe atuty sportowe były po stronie chojniczan.
Po serii wyjazdów znów wróciliśmy do Pniew, gdzie przyszło zmierzyć się z GAF Omega Gliwice. Ten bardzo trudny i wymagający rywal, wysoko postawił nam poprzeczkę. Radosny duet Skrzypek-Wachoński potrafił jednak po raz kolejny rozmontować obronę przeciwnika. Drugi z wymienionych dwukrotnie sfinalizował akcje, po podaniu tego pierwszego. Po raz pierwszy też w dłuższym wymiarze czasowym zagrał kapitan Michał Roj wracjający po kontuzji. Niestety było to ostatnie zwycięstwo w Pniewach…..
Musieliśmy też odrabiać zaległości, w tym celu cztery dni później w Święto Niepodległości pojechaliśmy do Zduńskiej Woli. Datę tą z pewnością na dłużej zapamięta Oskar Stankowiak, dla którego było to pożegnalne spotkanie w tym sezonie. Z pozoru niegroźnie wyglądający uraz zakończył się na stole operacyjnym. Mecz przebiegał pod dyktando Gatty, jednak graliśmy niezłe zawody, a wynik, po trafieniu Piotra Błaszyka na 2:1, do samego końca był sprawą otwartą. Kropkę nad „i” gospodarze postawili w końcówce meczu, kiedy graliśmy z lotnym bramkarzem.
Nic nie wskazywało na katastrofę w meczu z Gwiazdą Ruda Śląska. Co prawda był to dla nas bardzo niewygodny rywal, z którym dwukrotnie przegraliśmy, ale zajmował ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 4 punktów. Do przerwy prowadziliśmy 2:1, a po zmianie stron coś się zacięło i to bardzo poważnie, a co najgorsze na dłużej…
Tydzień później przeżyliśmy kolejny nokaut, przegrywając z Nbitem Gliwice 1:3(1:1). Gliwiczanie pokonali nas doświadczeniem i cierpliwością. Mimo objęcia prowadzenia, wsparcia publiczności nie udało się zdobyć choćby punktu. Kończyliśmy rok w minorowych nastrojach, choć w tabeli zajmowaliśmy siódmą lokatę, w perspektywie czekała nas seria wyjazdów na Górny Śląsk, gdzie gra się dużo trudniej.
Nowy rok rozpoczynamy od koszmarnej wprost porażki 4:0(1:0), w Głogowie. Na terenie odwiecznego rywala nigdy nie grało nam się łatwo, dodatkowo gospodarze musieli to spotkanie wygrać za wszelką cenę, bowiem w kolejnych meczach czekała ich seria trudnych wyjazdów. Indywidualne proste błędy w grze obronnej, brak skuteczności, to najczęstsze banały głoszone przez trenerów po porażkach, tym razem naprawdę tak było.
Spotkanie z FC Toruń miało szczególną oprawę, mecz transmitowany był przez Orange Sport, w hali zamontowana została specjalna nawierzchnia do futsalu. Niestety kłopoty tego dnia mieliśmy już przed meczem, absencja kilku zawodników zapowiadała poważne problemy. Mecz nie wyglądał źle w naszym wykonaniu, szczególnie w pierwszej połowie, w drugiej do głosu doszli goście. Kiedy Adrian Skrzypek dął nam prowadzenie, wydawało się, że przełamiemy wreszcie sportową niemoc. Ostatnie dwie minuty to jednak prawdziwy koszmar.
Wyjazd do Katowic, był jednym z kluczowych meczów, w walce o pozostanie w ekstraklasie. Mimo ostatnich niepowodzeń nikt nie tracił nadziei, a pierwsze minuty pokazały, że jesteśmy mocno zdeterminowani. Mimo prowadzenia 0:3, nie udało się wygrać z akademikami, w końcówce dopiero Piotr Blaszyk dobył gola na miarę remisu. Walka nie zawsze była fair, po meczu Maciej Foltyn odwieziony został do szpitala, a jeden z zawodników AZS-u otrzymał czerwoną kartkę za kopnięcie w głowę Michała Roja.
Kolejne spotkanie tym razem w Bielsku-Białej, zapowiadało się na trudną przeprawę. Graliśmy tego dnia chyba najlepsze spotkanie przeciwko Rekordowi w jego hali. Poprzednie dwa mecze w ubiegłym sezonie zakończyły wyraźną wygraną gospodarzy. Tym razem po bramce Łukasza Frajtaga objęliśmy prowadzenie, do przerwy utrzymując remis. Po zmianie stron trafiali już tylko bielszczanie, ale wynik 3:1 i sama gra wstydu nie przynosiły.
W meczu z liderem Gattą Active Zduńska Wola, również nie byliśmy faworytem. Goście to drużyna niezwykle dobrze zaawansowana technicznie, grająca widowiskowo, z którą też zawsze nawiązywaliśmy walkę. Tym razem było podobnie, przewaga optyczna należała do zduńskowolan, ale do przerwy mieliśmy remis. Po zmianie stron znów przegrywaliśmy, ale udało się doprowadzić do remisu. Końcówka należała już jednak do Gatty, a Daniel Krawczyk pozbawił nas złudzeń na dobry końcowy rezultat.
W kontekście walki o utrzymanie pojedynek w Chorzowie miał chyba najbardziej kluczowe znaczenie. Ewentualna porażka stawiała nas w arcytrudnej sytuacji i mocno skomplikowałaby naszą sytuację. Po raz pierwszy w sezonie udaliśmy się na mecz wyjazdowy z noclegiem, co zapewne miało wpływ na postawę w tym pojedynku. Przez całe spotkanie, nie byliśmy na pewno zespołem gorszym, a wydaje się, że lepiej zorganizowanym w grze obronnej i niezwykle konsekwentnym. W końcówce zwycięstwa mógł nas pozbawić arbiter, dyktując p.rz,k. w mocno kontrowersyjnej sytuacji. Tym razem los był jednak dla nas łaskawy, a może to umiejętności Łukasza Frajtaga ?
Prawdziwe dejavu przeżyliśmy w kolejnym telewizyjnym spotkaniu, tym razem przeciwko Pogonii Szczecin. Początek meczu należał do gości, którzy szybko objęli prowadzenie. Z minuty na minutę jednak zaczynaliśmy przejmować inicjatywę. Kiedy po zmianie stron Szymon Piasek w pewnym momencie zdobył gola na 3:2 wydawało się, że nic nie odbierze nam zwycięstwa. Futsal to przewrotna gra i po raz kolejny w ostatnich minutach, nie tylko straciliśmy punkt, ale także chwile później schodziliśmy z boiska z niczym.
Niezwykle ważne trzy punkty przywieźliśmy z Gliwic. Klimat śląski wyraźnie nam służył, a to zwycięstwo mocno podbudowało nasze morale i pozwoliło ponownie uwierzyć w siebie. Kluczowym momentem w tym meczu była zapewne indywidualna akcja Adriana Skrzypka, po której gola zdobył Piotr Błaszyk. To co zrobił w tej sytuacji Adrian, można oglądać do znudzenia, efektownie trafił też do bramki Maciej Foltyn pieczętując nasz sukces.
W „czerwonych derbach” przeciwko Red Devils Chojnice żegnaliśmy się z pniewską publicznością. Bardzo zależało nam na korzystnym wyniku, ale tak to czasem jest, jak się bardzo chce to nie wychodzi. Na pewno zaważyła jakość piłkarska, która rzecz jasna była po stronie doświadczonego rywala.
Mecz z Gwiazdą Ruda Śląska po prostu musieliśmy wygrać, aby myśleć o grze w ekstraklasie. Mimo, że rywal był już zdegradowany do pierwszej ligi, to na pewno nie zamierzał ułatwiać nam zadania. Statystykę w meczach przeciwko noworudzianom mieliśmy katastrofalną, trzy mecze zero punktów. Determinacja i po raz kolejny konsekwencja w grze szybko pozwoliły nam „ustawić” to spotkanie. Wynik końcowy nie pozostawia złudzeń, kto był w tym dniu lepszy.
Przed ostatnim spotkaniem sprawa była jasna i czytelna, trzy punkty zapewniały nam utrzymanie w ekstraklasie bez zbędnych baraży. Z takim nastawieniem wyszliśmy tez na boisko, co potwierdziła 12 sekunda i gol Adama Wachońskiego. W konsekwencji ta ważna wygrana pozwoliła nam wskoczyć na siódme miejsce w tabeli, było to też pierwsze zwycięstwo przed kamerami Orange Sport w tym sezonie.
