FC Toruń – Red Dragons Pniewy 3:0(1:0)
bramki: Mikołajewicz 11′, 34′, Suchocki 33′
Tym razem blask kamer telewizji Orange Sport, nie przyniósł szczęścia naszej drużynie, która musiała wczoraj uznać wyższość rywala. Na pewno jednak mimo porażki wstydu nie było, a miejmy nadzieję, że to kolejne doświadczenie zaprocentuje w przyszłości. Chcąc punktować w meczach wyjazdowych należy być niestety bardzo skutecznym, a tego naszym Smokom zabrakło w pierwszych 10 minutach meczu. Już na początku pojedynku doskonałą okazję miał Łukasz Frajtag, w sytuacji sam na sam znalazł się Oskar Stankowiak, ale rywale wybili piłkę z linii bramowej, a w słupek trafił Adrian Skrzypek. Później tradycyjnie niewykorzystane sytuacje się zemściły, prosty błąd w obronie, pozostawienie niepilnowanego Mikołajewicza pod bramką i zrobiło się 1:0. Mimo wyrównanej gry, do przerwy wynik nie uległ zmianie. W drugiej odsłonie zarysowała się lekka przewaga gospodarzy, choć okazji do wyrównania również, nie brakowało. Z minuty na minutę więcej sytuacji stwarzali torunianie, co znalazło potwierdzenie w postaci drugiej bramki, a chwilę później trzeciej. Oczywiście trener Łukasz Frajtag spróbował jeszcze gry z „lotnym bramkarzem”, jednak manewr ten nie przyniósł rezultatu. Należy podkreślić, że znakomite zawody w szeregach rywali rozgrywali rozpoznawalni, w Pniewach, Nicolae Neagu i Michał Wojciechowski. Także znany z dobrego rozpracowania rywala szkoleniowiec Klaudiusz Hirsch, był doskonale przygotowany. Pierwsza porażka w sezonie stała się zatem faktem i nie można już tego zbyt długo rozpamiętywać. W najbliższą sobotę do naszego miasta zawita AZS UŚ Katowice, będzie zatem okazja do rehabilitacji.
fot. Sławomir Kowalski

