
Już od kilku lat znajduje się w gronie najlepszych ligowych bramkarzy, ale chyba ten sezon może uznać za wybitnie udany. Maciej Foltyn, bo o nim mowa, głosami kolegów z parkietu oraz osób ze środowiska został wybrany najlepszym bramkarzem Futsal Ekstraklasy, a jego klubowa drużyna – w roli beniaminka – spisała się rewelacyjnie.
Spodziewałeś się wyróżnienia ze strony Futsal Ekstraklasy i ligowych, jakby nie było, konkurentów?
– Było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie, szczególnie, że głosowały właśnie osoby ze środowiska futsalowego. Za każdy głos dziękuję bardzo i na pewno jest to fajny bodziec do tego, aby być jeszcze lepszym golkiperem.
Jak oceniasz swoje występy w minionym sezonie?
– Sezon oczywiście oceniam na plus. Bardzo dużo dały mi treningi bramkarskie, jakie wykonujemy razem z Łukaszem Błaszczykiem, Kubą Budychem, Rafałem Rojem i Wojtkiem Fleischerem. Starałem się przez cały sezon trzymać równą formę i myślę, że to mi się udało. Na laurach nie mogę jednak spocząć, ponieważ brak powołania do reprezentacji to znak dla mnie, że muszę jeszcze bardziej przyłożyć się do pracy na treningach i udowadniać wysoką formę w meczach.
Do Twoich pozytywów stricte bramkarskich trzeba jeszcze dodać dyspozycję strzelecką. To był Twój najlepszy sezon, jeżeli chodzi o zdobycze bramkowe?
– Zdecydowanie tak. Wcześniej strzeliłem jeszcze za czasów gry w Akademii Futsal Club 2 gole w sezonie. Teraz udało mi się ten wynik poprawić, a okazji do strzelenia bramek miałem jeszcze więcej. Umówmy się jednak, że bramkarz jest od bronienia, a zawodnicy od strzelania (śmiech).
Skuteczny w defensywie i ofensywie… Było coś, co Ci się nie udało w ostatnim roku?
– Zabrakło powołania do reprezentacji, jednak wynagrodziła mi to nagroda dla najlepszego bramkarza FE.
Trudniej byłoby zapewne o trofeum dla najlepszego bramkarza, gdyby nie dobra gra całej drużyny. Przypuszczałeś przed sezonem, że jako beniaminek możecie znaleźć się w najlepszej czwórce?
– Po pracy, jaką wykonuje Łukasz Frajtag oraz Rafał Gnybek wiem, że możemy osiągnąć naprawdę wiele. Przed sezonem wiedziałem, jaki mamy potencjał, ale nie spodziewałem się, że tak szybko nasz młody zespół poradzi sobie z grą w Futsal Ekstraklasie. Wykonaliśmy ciężką pracę i czuliśmy, że będzie dobrze. Wiem, że to nie jest ostatnie słowo, jakie powiedzieliśmy, bo ta nasza młodość to największa zaleta.
Nadal będziesz częścią tej drużyny? Najlepszy ligowy bramkarz pewnie na brak ofert nie będzie narzekał.
– Z Pniew nigdzie się nie ruszam. Jestem w trakcie studiów, jak również rozkręcania małego interesu, dlatego nie mam powodów, aby wyjeżdżać. Do tego dochodzi fakt, że drużyna Red Dragons cały czas się rozwija i tutaj również widzę swoją ważną rolę. No, ewentualnie, gdyby Barcelona skontaktowała się ze mną, wtedy musiałbym się zastanowić (śmiech).
Jak oceniasz ogólnie rywalizację wśród ligowych bramkarzy. Polska szkoła bramkarska istnieje także w futsalu?
– Rywalizacja jest ogromna. Ja osobiście starałem się dawać w każdym meczu sto procent. Wiem jak istotnym graczem jestem dla swojej drużyny, dlatego zawsze starałem się grać na maksa. Lubię też mecze, w których bramkarz drużyny przeciwnej daje popis, bo jest to dla mnie dodatkowy bodziec. Jeden nakręca drugiego i tak to działa.
Teraz czas urlopu… Maciej Foltyn odpoczywa z piłką w tle, czy jednak totalne lenistwo?
– Urlop na pewno potrzebny jest od piłki. Te 10 miesięcy spędzonych na ciężkich treningach dało się we znaki i z przyjemnością skupię się teraz na koszykówce, bądź siatkówce. Leżenie brzuchem do góry mnie nie kręci, dlatego na pewno wykorzystam ten czas aktywnie.
A jakie cele na przyszły sezon?
– Mam trzy. Wraz z drużyną utrzymać bądź poprawić lokatę w tabeli FE, poprawić swój dorobek strzelecki i utrzymać nagrodę dla najlepszego bramkarza, chociaż wiem, że będzie ciężko, bo wraca mój guru Kola (Nicolae Neagu – przyp.red.) (śmiech).
Rozm.: Tadeusz Danisz
Foto: K. Janczak / pniewy24.pl
