
To było wielkopolskie święto w pniewskiej hali. Szkoda tylko, że komplet punktów pojechał do Leszna. Przegraliśmy 3:6, a wszystkie bramki padły w drugiej połowie.
Za każdym razem mecze z GI Malepszy Leszno były emocjonujące. Dużo było walki, pięknych akcji i intensywności do ostatnich sekund.
Pierwsza połowa zakończona została bezbramkowym remisem. Niewiele było ciekawych akcji, a obie drużyny skupione były na obronie. Leszczynianie mieli strzał w słupek z rzutu wolnego, my z kolei najlepszą okazję mieliśmy, gdy Piotr Błaszyk próbował szczęścia po błędzie bramkarza rywali.
Pierwsza bramka padła dopiero w trzydziestej minucie. I co ciekawe w ostatnich dziesięciu meczach padły wszystkie, dziewięć trafień. W krótkim czasie leszczynianie wykorzystali swój świetny moment i prowadzili 3:0. Z pomocą naszemu zespołowi przyszła ręka po strzale Patryka Hołego. Mateusz Kostecki nie pomylił się z rzutu karnego, ale szybko goście ponownie trafili do siatki i było 4:1.
Trener Łukasz Frajtag wziął czas i Adrian Ramirez wcielił się w rolę lotnego bramkarza. Wprawdzie jedna z pierwszych akcji przyniosła nam bramkę po tym, jak Kostecki skompletował dublet. Tak szybko jak poczuliśmy krew, tak goście dobili nas dwoma kolejnymi bramkami. Na kilka sekund przed końcem Aleksander Kozak trafił do siatki i mecz zakończył się wynikiem 3:6.
RED DRAGONS PNIEWY – GI MALEPSZY LESZNO 3:6 (0:0)
Bramki: Kostecki 32 (k), 37, Kozak 40 – Setti 30, Kąkol 32, Lisowski 32, Konopacki 33, Gallego Garcia 38, Siecla 39
